poniedziałek, 28 września 2009

...?

Zapomniane. Zaniedbane. Zakurzone.
Nawał myśli, zajęć? Był, przeszedł, przyjdzie. Ciężki wrzesień dobiega końca. Takie się dziwne rzeczy działy. Nie ma już zasad, ale są. A z tym, że ich nie ma, stają się mocniejsze. Zapewne do czasu, ale można powiedzieć na daną chwilę? Żeby po chwili zmienić zdanie? [Chociaż podobno zmienność jest nieodłącznym dodatkiem do płci pięknej ;)]

Moja kobieca intuicja zawiodła mnie, by potem sprawdzić się w tym samym temacie. Nie wiem już czy się mylę i czy wiem cokolwiek o tym, co robię.
Idę naprzód. Nastał czas [ponurego czasem] realizmu. Optymizm zamarł gdzieś i porasta kotami z kurzu byle tylko nie ułatwiać. Mimo to uśmiech się pojawia. Nastroje tak typowe, jednak wracają do tego dobrego. Cieszy mnie to, że cieszą mnie małe rzeczy. "Proste przyjemności, codzienne radości." :) Ludzie, nawet o tym nie wiedząc, mają w tym spory udział. I chwała im za to, bo nawet jeśli nie z radości, to do kogoś się będę uśmiechać.

Chroniczny Brak Endorfiny [dziwnie splatający się w czasie ze spadkiem cukru] uzupełniam niezliczoną ilością czekolady i rozmową. O niczym i o wszystkim [chociaż bardziej o niczym], poprzetykaną emotikonami, które pozornie nic nie znaczące, czasem nabierają mocy niemalże magicznej [z zaznaczeniem na niemalże i cudzysłowem przy magii]. Dwa zwykłe znaczki mogą przez ułamki sekund zmienić moje chwilowe nastawienie.

***
Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale co jeżeli to aktualnie jedyne źródło wody, kamieni, czy czegokolwiek nam potrzeba...? A co jeśli nauczeni doświadczeniem zdołamy popłynąć pod prąd...? Nie próbować???
***

Najlepszego niedawnym jubilatkom, tym nawiedzonym i tym mniej, tym dalej i tym bliżej. Zmian na lepsze. :* !

Bye. Snów wymarzonych i spełniających się.

niedziela, 12 lipca 2009

Cofam!

Cofam! Zabieram! Wymazuję! -> wszystkie negatywy z ostatniego wpisu. Nic nie chcę widzieć, ani wiedzieć. Chcę nie myśleć. Lepiej było patrzeć, ale nie widzoeć. Chcę z powrotem te różowe okulary, przez które oglądałam rzeczywistość tak niedawno. Tak dawno. Moja pamięć wybiórcza zachowa pewne szczegóły, ale część już wywaliła. [dedykacja *]Ja chcę na bieżąco ją karmić optymizmem. Jest przecież tak jak było, nieodwołam się do własnych słów, bo będzie zbyt dosłownie, a już jest bardzo. ! Nie chcę wrócić do poprzedniego stanu filozofowania (romantycznego??? - śmiech)[dedykacja z buziakiem :*] Niemniej jednak źle mi to działa na zdrowie [dla pytających- zapędy autodestrukcyjne były niezamierzone!].

Zazdrość mnie zżera, bo są tacy co ten mój upragniony spokój mają na stałe. Dziwne, że nawet w weekend się nie pojawił, co więcej nie przyszło nic pozytywnego, oczywiście poza samotnymi spacerami, ale to generalnie [pomijam te z kimś- niezastąpione, pomimo, że tu mnie jednak znają.]. Też generalnie. Bo tak było, jest i 1/2 będzie. Zazdroszczę jeszcze tym co sobie mogą odpocząć ode mnie. ! Bo ja też bym chciała, a nie mogę na przykład. Jest to rażąca niesprawiedliwość uważam i spore niedopatrzenie kogoś tam na górze. [chociaż, w moim przypadku raczej tam na dole xD] Dlatego cieszcie się wybrani z tego daru niebios/ piekieł (niepotrzebne skreślić).

Zimno. [zamyka okno]. Nadal zimno. [roznieca ogień piekielny]. Od razu lepiej. Archiwum tak diableskiego wynalazku jak GG jest stanowczo rozbudzające wspomnienia. A potem mi się śnią takie rzeczy jak mi się śnią! Co gorsza ostatnio wcale nie są kontrolowane! I oby nie potwierdziły się słowa, jakoby sny miały być odzwierciedleniem potrzeb? marzeń? nie pamiętam jak to było [pozdrawiam autorkę opisu ;)] Bo jeśli tak by było, to by bardzo źle o mnie świadczyło. W tą jeszcze dziwniejszą stronę.

Kilka dedykacji było [proszę się domyślić], ale całość dedykuję jednej osobie, która mnie jednocześnie zmusza i odwodzi od większości powyższych rozważań. [w razie wątpliwości, pytania wskazane, anonimowość zapewniona].

Ugrzecznione. [?!] do kiedyś.

sobota, 11 lipca 2009

The NOT real reality...


Jestem cała jakby mgłą zasnuta. Pozbawiona żywych kolorów. Zblakły? Czy może wcale ich nie było? Nie wiem co jest prawdą, rzeczywistością. Chwilowo odczuwam, że chciałabym wiedzieć, chociaż oszukuję się, że nie. Wprawiam się w okłamywaniu samej siebie. Nie jest źle, ale nie jest inaczej. Nie wiem gdzie się podziały te wyraźne kontury tych kolorowych dni. Jestem tu w przenośni, ale nie chcę sama się nią stać. To "dziwnie" jest jakby mniej pozytywne. Czy moze tylko mnie się tak zdaje? Wolę nie pytać, jak zawsze. Pozostając w zawieszeniu, zaczynam myśleć. Negatywnie. (!)

Nie idę do przodu. Wszyztko razem ze mną stoi w miejscu. Czy się cofam? Nie mnie to oceniać. Trwam w etapie autodestrukcji [dziecko szczęścia -> auć], zastanawiam się czy to działa też na te "wyższe" aspekty życia. ...

Stolica hmmm jak stolica, ale towarzystwo jak Towarzystwo. Mieszczuch we mnie miał niemałą radochę z wysokich, szklanych budynków. Niemalże dotknęłam Pałacu Kultury, jechałam metrem (!) i zwiedziłam najbrzydszy na świecie ogród botaniczny. I tym podobne, jak to mówią. Czy tęsknię? Owszem. I nie nadążam trochę za sobą. Tym razem wcale nie chciałam wracać [kłamstwo]. A teraz sama nie wiem czy bardziej chcę żeby mnie znowu nie było, czy [zaskakujące] żebym była. I już nie na wszystko mam sposób.

Zbieram ostatnimi czasy sporo nowych doświadczeń, oby tylko nie nastąpił przesyt. Wiem jak to jest prawie zemdleć, marzyć ja jawie, nawet jechać metrem (!) i różne inne.

Zimno jest i to jakby w dwóch wymiarach.
Złamałam zasadę "nigdy" (nazwaną tak nie przeze mnie) i nie wiem czy żałuję. Nie przyniosło to korzyści, a mnie się już nudzi czekanie na rezultaty, czy moze efekty. Ogólnie też mi się nudzi, co w sumie samo w sobie złe nie jest, ale z tej nudy różne głupie rzeczy się robi czasem [diabelski śmiech].

Wczorajszy samotny [czemu to dziwi???] spacer był bardzo owocny w myśli. Otóż się ich właśnie pozbyłam, ciekawe czy mi to pomoże porzucić tą oczywistą diagnozę, którą sobie sama wystawiłam. OBY! Może jego końcówka [zdecydowanie NIEurocze zmoknięcie] powinna mnie otrzeźwić. W razie czego zrobię powtórkę z rozrywki [o tak, zdecydowanie rozrywki xD]i się przekonam.

Bardzo odpoczynkowo. Nużąco. Powrotowo.
再見 -> Zài jiàn

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Tak jakoś... inaczej? Bynajmniej nie źle inaczej. Nic się niczego nie trzyma, jednocześnie się zazębiając. Pozytywnie dziwnie. I niewiarygodnie. Staram się wierzyć, że to właśnie jest rzeczywistość, ale nie do takiej przywykłam. Ta nie jest szara, wręcz przeciwnie- błyszczy wszystkimi kolorami tęczy, aż daje po oczach. Jednak... nie mrużę ich. Dlaczego? Nie wiem. Pewnie podświadomie staram się zapamiętać to co dobre. I przyjemne. Tak jak kiedyś, pewne słowa nabierają nowych znaczeń. Przysłówek 'słodko' jest idealnym przykładem. Nadużywam go ostatnio. Świetnie opisuje pewne aspekty życia i prozaiczność przyziemnych słodyczy. [uśmiech] Zapewne tylko ja wiem o co chodzi, ale dobrze mi z tym. Stan permamentnego szczęścia jest zdaje się na wyciągnięcie ręki. Ale ja wolę czekać. Ponownie pozwalam czasowi zwyczajnie płynąć i działać za mnie. Oczywiście istnieje możliwość, że ja także działam, ale podświadomie. Moja podświadomość tak jak wyobraźnia nie ma końca, więc wszystko jest możliwe. W każdym razie, co złego to nie ja. Czy raczej powinnam napisać co złego to wszystko ja, w takim razie? [uśmiech diablicy]. Tak właśnie, diabłem wcielonym zostałam nazwana. Jako że nie do końca mija się to z prawdą, tak już zostało. Nie powiem, że mi się podoba, bo... nie powiem.

Pojechałam podbić Bałtyk, a w efekcie to moje serce zostało podbite. Przez Morze ma się rozumieć. Zakochana w falach, plaży i nadmorskim zachodzie Słońca powróciłam, niemalże triumfalnie. Chciałam zostać i wracać i jednocześnie. Aktualnie szkoda mi, że nie zostałam i cieszę się, że wróciłam. Cała ja? Być może. Międzyzdroje piękne, ciekawe czy taka się też okaże Warszawa. Szalona? Oby. Nie wiem w kogo się zamieniam, kim się staję. Ale nie mowię, że mi się to nie podoba. [uśmiech]

Ktoś mnie próbuje zmieniać. Nie wiem dlaczego się to udaje, w każdym razie nie mam tego za złe tym osobom. Prawie na życzenie (niejednokrotnie wymuszenie!) staję się optymistką. Straszna przepaść jest między pesymizmem a optymizmem. Powinnam przedtem przejść przez realizm jak mi się zdaje, ale ok, nie wtrącam się do metod pracy. Życzę tylko powodzenia. Macie optymiści pomoc w postaci pory roku. Muszę przyznać, że pogoda nadal na mnie niesamowicie działa. Pewne rzeczy chyba nigdy się nie zmienią. Odżywam, słodzę, odpoczywam od tamtej siebie. Być może to świetna okazja do zmian. Ale jak mówiłam na razie biernie się poddaję. Wczorajsze "róbta ze mną, co chceta" mnie urzekło xD. To ja też się podłączam. Ja sobie tylko w tzw międzyczasie wyhoduję różki. [uśmiech] Nie czerwienię się [wcale].

Ponieważ dzień bez narzekania byłby dniem straconym, powiem, że za gorąco jednak jest. Rozpuszczam się trochę. Niebieska plama ze mnie zostaje, aha no i ważne- poszukuję trutki na motyle.

W głowie brzmi mi ciagle zdanie z dzisiejszego snu- "tylko nie bierz tego na poważnie..." ~~ no więc nie biorę. Tak jest łatwiej [czyżby?], wygodniej i weselej. Jeśli popełniam błąd, to z dwojga złego lepiej w tę stronę. Co ma być to będzie...? Raczej niech się dzieje co chce.

Podsumowując-
"Naprawdę jaka jestem, nie wie nikt..."


Bardzo uśmiechnięto- niebieskie Bye Bye.

czwartek, 11 czerwca 2009

Niech się świat nie zatrzymuje...


... niech pędzi swoim normalnym rytmem. Ja uzbrojona w wyczekany uśmiech będę obserwować jak się zmienia. Nerwowo się rozejrzę, by za chwilę się uspokoić i znów uśmiechnę się do wspomnień. Świat będzie mnie mijał po obu stronach, a ja, jednocześnie unikając słońca i pozwalając mu działać, spojrzę przed siebie. Pewnie nic nie zobaczę, ale są dni, gdy wcale nie chcę widzieć wszystkiego. Wtedy wystarcza mi to co jest. A jest tego trochę... [tu następuje nieoczekiwany uśmiech]

Nie jest mi źle. Leń we mnie wygrywa coraz częściej. W stosunkowo krótkim czasie spełniły się 2 moje marzenia. Pierwsze dość istotne i długo wyczekiwane, a drugie błahe, ale wprowadzające spore zmiany. Podejrzewam, że na lepsze, aczkolwiek akurat w tym nie mam doświadczenia. Domyślam się, że powinnam się cieszyć, więc sądzę, że to robię. Pełnoletniość zyskała u mnie jakże wyszukany epitet "fajności". Podoba mi się, co cieszy tym bardziej, że rzadko coś na co czekam okazuje się tego warte. To się okazało. Oczywiście to nie ona mnie zmieniła. Zmiany przyszły w formie ewolucji, nie rewolucji. Musi teraz nastąpić 'ale'. Nic nie zastąpi tego uczucia spełnianego marzenia. Tej pełni świadomości tego momentu. Myślę, że jakaś odmiana nastąpiła razem z tą chwilą. Ale raczej nieokreślona. A może...? A może to to odczucie. Cieszę się, gdy jestem z ludźmi (co potwierdził ostatni weekend- zaskakująco), ale nie odmawiam samotności. Właściwie to z taką samą chęcią się jej oddaję, co spotkaniom grupowym. A uroku samotnych spacerów nic nie przebije. Może tylko spacer w idealnie dobranym towarzystwie. W tym momencie błogosławię ciszę, a przeklinam rozlegające się odgłosy. Być może za chwilę zmienię zdanie. Nieprzewidywalność mi została. Czy może zmienność. Upór na szczęście też.

Cisza zaległa. Uśmiech powrócił. Ostatnio preferuję zaprzeczanie samej sobie i popadanie w skrajności. Chociaż czy tylko ostatnio...? Ubóstwiam spokój, ale przecież jeszcze długo nic nie ucieszy mnie tak jak ten weekend. A jedną z niewielu cech, jakich nie posiadał, był spokój właśnie. Zawrotne tempo owszem. Choć może to kwestia towarzystwa właśnie. Czy "Czerwone i bure..." [uśmiech] smakowałoby tak samo w samotności...? Nie sądzę. Coś mi zabrano, ale nie chcę tego z powrotem.

Zbliża się czas spokoju, błogostan. Oby to tak wyglądało. W kazdym razie podoba mi się to co może się dziać. Ja sama nie działam. A może to robię nieświadomie??? Nawet jeśli, to nie ... (...)

Pójdę znowu na samotny spacer. Wczorajszy wieczorny bardzo dobrze na mnie podziałał, tak jak czas poprzedzający go. Uśmiechałam się sama do siebie i do swoich myśli (to musi być początek jakiejś choroby...). Cokolwiek to oznacza, zamierzam to powtórzyć, bo akurat to mogę.

Specjalnie dla Magdaleny dedykacja- pisanie o szczęściu jest znacznie przyjemniejsze, ale zadziwiająco trudno mi przychodzi. Jednakże. Dedykacja i uśmiech dla Ciebie właśnie, dla Marcela (czarnookiego cudu ;)) i dla kogolwiek, kto czuje, że w jakiś sposób przyczynił się do pozytywnego wydźwięku dzisiejszych słów.

"Well... I'm fairly happy".
- powiedziałam.

Uciekam nucąc "Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia", żeby wyrzucić z uszu "Czerwone i bure i bure".

Hasta la vista :)

czwartek, 14 maja 2009

Time's fugitive


The Sky Is Broken- Moby
"see the storm is broken
in the middle of the night
nothing left here for me
it's washed away
the rain pushes
the buildings aside
the sky turns black
the sky
wash it far
push it out to sea
there's nothing left here
for me
i watch it lift up to the sky
i watch it crush me
and then i die

speak to me baby
in the middle of the night
pull your mouth
close to mine
i can see the wind coming down
like black night
so speak to me
like the winds outside
it's broken up, pushing us
hear the rain fall
see the wind come to my eyes
see the storm broken
now nothing
speak to me baby
in the middle of the night
speak to me
hold your mouth to mine
'cause the sky is breaking
it's deeper than love
i know the way you feel
like the rains outside
speak to me"

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Piękne. Prawdziwe. Przekonujące.
Wróciłam i znów uciekam. Z wyboru głównie. Porządkowć, mącić, tęsknić, izolować się. Śpiewać? To się okaże. Jak to mówią, co ma być to będzie. Będzie co ma być. Kolekne cztery dni dziwności, staram się niczego nie przewidywać i nie oczekiwać. Zanim się obojętności na świat doczekam to się sporo napracuję. Może to jest dobry czas. Może.

Usmiech oczywiście pożądany, ale ostatnio raczej powodowany niż samoistny. Przychodził w gronie, które teraz opuszczam na owe cztery dni. Może wróci razem ze mną? Zapewne są osoby, które o to zadbają. I chwała im za to. Niech mnie cieszą, bo nigdy nic nie wiadomo. Przeznaczenie nie poczeka aż się nacieszę.

Mam swoje 3 życzenia. Złota rybka? Dżin? Będę czekać. Mam sentyment do Dżinów i nie chcę uszczęśliwić świata. A to już coś. Podobno.

Dziękuję za kopy na szczęście. Tradycyjnie, bez "powodzenia".
Goodbye.

czwartek, 30 kwietnia 2009

Tym razem ja uciekam.

"Mars wita was...", czyli witaj zielona Ukraino. Albo jakoś tak.

5 dni w Barze, sławnym z wyzwoleńczej oczywiście konfederacji, odcięta od świata. Jakby się zastanowić to odcięcie od świata jest dobre czasami. Ale raczej, gdy ma coś wspólnego ze snem. To tutaj, nie ma. Jak to mówią- jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. No więc mam tą Ukrainę. Trzeba ją wykorzystać. Tyle, odjazd za... 4h 39 min.

Pojechła śpiewać i mącić. Nie życzyć powodzenia, nie chcę pecha.

Do pobáczennia.