"Mars wita was...", czyli witaj zielona Ukraino. Albo jakoś tak.
5 dni w Barze, sławnym z wyzwoleńczej oczywiście konfederacji, odcięta od świata. Jakby się zastanowić to odcięcie od świata jest dobre czasami. Ale raczej, gdy ma coś wspólnego ze snem. To tutaj, nie ma. Jak to mówią- jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. No więc mam tą Ukrainę. Trzeba ją wykorzystać. Tyle, odjazd za... 4h 39 min.
Pojechła śpiewać i mącić. Nie życzyć powodzenia, nie chcę pecha.
Do pobáczennia.
czwartek, 30 kwietnia 2009
sobota, 25 kwietnia 2009
Niemen miał rację...

Wielki powrót. Bynajmniej nie wejście smoka. Bynajmniej nie optymistyczne. Spowodowany czymże by innym jeśli nie nadmiarem myśli, tłumionych przez ostatni czas. Byłam zajęta rzeczywistością. Mam jej aktualnie dość, nie podoba mi się ona. Nie będę oryginalna, przytaczając słowa Niemena- "Dziwny jest ten świat...". Jest. To moja prawda. Cholernie subiektywna i pewnie czasowa. Niech tam sobie żyje swoim własnym życiem.
Niczego już nie chcę. To oczywiste kłamstwo, chcę bardzo dużo tylko o tym nie mówię. Zapewne też posiadam zdolności do osiągnięcia tego wszystkiego, tylko jeszcze o tym nie wiem (tu następuje słuszna ironia). No to byłby już najwyższy czas się o owych zdolnościach dowiedzieć. Czekanie, niezależnie. czy czynne, czy bierne, po iluśtam latach staje się męczące. W końcu nie do wytrzymania. To wtedy ludzie sobie wymyślają talenty. Szkoda. Są jednak rzeczy, których nie warto zmieniać.
Coś się skończyło, nic się nie zaczęło. Po raz kolejny. Myliłam się, być może popełniłam błąd. W sumie to by dowodziło mojego człowieczeństwa, bo podobno "błądzić jest rzeczą ludzką". (?) W takim razie posiadam cechy istoty wybitnie ludzkiej. Zadziwiające, jakie pokłady wątpliwości można w sobie odkryć. Jeśli kocham, to jak stąd na księżyc i z powrotem. Nienawidzę równie mocno. Ale gdy nie wiem, to tak jakby to pomnożyć przez tysiąc "nie umiem", potem przez sto "nie mogę" i dodać to jedno nieszczęsne, znienawidzone "chciałabym". Samo zło.
Posiadam wiarę, lecz nie w siebie i nie jest to kwestia wyboru. Jest to ze mnie systematycznie wypleniane, przez osobę, która uparcie twierdzi, że możliwe jest osiągnięcie sukcesu w tej dziedzinie. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Niewypowiedzianie, mając na myśli oba znaczenia tego słowa. Niestety, nie wszystko da się ubrać w zdania, by nie brzmiało protekcjonalnie. Może wszystko ma swój czas.
Zgubiłam dzisiaj kolczyk. Ostatnio często mi się to zdarza. Ten był symbolem czegoś, nie pamiętam już czego. Została pustka, najgorsza, bo nieokreślona.
Jest dziwnie. Nie wiem dlaczego, ale leniwa część mnie krzyczy, że nie chce mi się tego zgłębiać. Ta dziwność nie jest negatywna, ani pozytywna. Jest irytująco neutralna. Nie mam już dzisiaj ochoty na walkę ze sobą. Zostawię to w zawieszeniu, dopiszę na listę "zrobić jutro". Jeśli za miesiąc nadal będzie nijak, to znaczy, że nic się nie zmieniłam. Chociaż nie wiem co gorsze. (!)- Znowu kłamstwo, wiem. I to bardzo dobrze.
Sama wyciagnę się z tej paskudnej melancholii (to niezbyt odpowiednie słowo...). Magiczne słowa "don't give up", które dedykuję osobie przypominającej mi o nich, zaczynają działać. ...
"Farewell, (...), farewell!"
Wybitnie nie pesymistyczno- optymistyczne AU REVOIR
bez kropki
bez wykrzyknika
również też
wtorek, 7 kwietnia 2009
"In spring time..."
Powróciłam.
Zmieniona troszeczkę bardzo. Ale i tak nie tak jakby tego oczekiwano. Być może właśnie dlatego tak, a nie inaczej...? Niewykluczone.
Jestem dzisiaj na wozie. Łono natury mnie na nim utrzymuje. Uwiązana wiosna bez uprzedzenia uciekła, pozostawiając po sobie niekreśloną tęsknotę. Ale na wszystko jest sposób (czy aby na pewno?). Dość brutalnie przyciągnięta ponownie za potargane, poprzetykane liśćmi włosy, Wiosna siedzi teraz przy mnie, przywiązana do biurka skrajem kwiecistej sukienki. Roztacza ciepło, które nie tylko w fizyczny sposób ogarnia mnie całą. W tym cieple wszystko wydaje się lepsze. Nie chcę wiedzieć czy to pozory. Tak nie jest źle.
Nie byłabym sobą, gdybym nie nawiązała do robienia z siebie męczennicy na blogach (co za złowieszcza liczba mnoga! , niech no tylko znajdę resztę blogów moich pozostałych osobowości!). Uważam użalanie się nad sobą w podobnych miejscach za bezsensowne. Dlatego tego nie stosuję. Sądzę, że post, w którym tak ubolewałam nad własnym nieszczęściem dążył do pewnej końcówki (podsumowania?), która nadawała mu sens. Dość istotny dodam. Poza tym coś się zmieniło, ewoluowało. Nie został osiągnięty sukces, bo nie było jasno określonego celu, niemniej jednak, są rezultaty. ...
Co do zmian. Na daną chwilę. Nigdy nic dla nikogo. Już nie. Odczuwam potrzebę użycia słowa akceptacja.
Słońce. Potężne, a niedoceniane. To ono jest przyczyną większości wyżej wymienionych skutków (także ubocznych). Wdzięczność to dobre określenie na to co czuję do tej gwiazdki. Nie ma to jak pomoc "z góry".
Wiosna
Wiosna.
Wiosna!
Boję się użyć wyrazu optymizm, ale tak to się chyba nazywa. Wartość zupełnie nowa. Podoba mi się. Powinien być nieuleczalny. Ale nawet jeśli to przejściowa radość, to warto. Chociażby po to, żeby zobaczyć ile się traci bez tego. Przyszło, gdy zamknęłam oczy i zobaczyłam niebo. Lazurowy błękit. A gdy je otworzyłam obraz nie zniknął. Ktoś wtedy na mnie spojrzał. Takim specyficznym spojrzeniem, którego nie sposób nie wyczuć. Wiem kto to. Wiem.
Czuję jak otwierają mi się oczy. Zdaję sobie sprawę jak szczelnie były dotąd zamknięte. Gdy mija pierwszy szok spowodowany tą... rozmaitością, odczucia są całkiem miłe.
Przyszła nareszcie pora roku, która wielkimi literami zapisze się śmietniku moich myśli. Przyniosła małe przyjemności. One cieszą. Ta radość daje siłę. Niespodziewaną. Tak niesamowitą, że raz poznaną, odtąd pożądaną z jeszcze większą siłą. Błędne koło. Pozytywnie błędne.
Jestem, więc myślę. A jestem.
W takich dniach czuję się narratorem swojego życia.
Adios. !
Subskrybuj:
Posty (Atom)